Wpisy oznaczone tagiem zwiedzanie



Miasteczka Hiszpanii

32Małe miasteczko na końcu linii kolejowej wiodącej do parku narodowego Montseny. W pierwszym momencie nie zachęca niczym wspaniałym. Ot zwykłe hiszpańskie miasteczko. Wystarczy raptem 3 godziny by obejść je całe. Warto je odwiedzić w ramach wycieczki w góry Montseny. Ze małej stacji kolejowej którąkolwiek z uliczek można dostać się do jedynego większego placu w miasteczku, którym jest rynek otoczony starymi kamienicami. Zaletą tej mieściny jest wyjątkowo mała ilość turystów. Pewnie ze względu na bliskość takich „hitów” turystycznych jak Barcelona i Tarragona. W Sant Celoni, można raz na jakiś czas wpaść na organizowany przez władze miasta ogólno miastowy rynek wyrobów małych przydomowych „fabryk”. Wartymi skosztowania są kozie sery w różnych formach i zalewach, piwo własnej roboty z małej fabryki robione na czystej wodzie z gór Monsteny, oraz pieczone kasztany, przygotowane jedyne jesienią. Na rynek w Sant Celoni można wybrać się późnym październikiem, poczuć spokój małej wioski i cieszyć się widokiem okolicznych gór. By obejrzeć miasteczko z góry, można wspiąć się na szczyt położony za nowo budującym się osiedlem domków jednorodzinnych, szukając między nimi drogowskazu na mały stary i jak się okazuje na szczycie opuszczony kościół. Dość niespotykana budowa, na wypłaszczeniu niewielkiej góry, z miejscem idealnym na piknik w otoczeniu drzew i ptaków. Sant Celoni nie proponuje wielu atrakcji, ale jego spokój, cisza i nie codzienne jedzenie są dobrą alternatywą na odpoczynek po zwiedzaniu wielkich hiszpańskim metropolii tętniących życiem, choć na chwilę.

Początkowo wydaje się, że wycieczka w głąb miasta zajmie dużo czasu, bo od strony dworca trzeba wspinać się krętymi uliczkami. Jako pierwsze spotkamy pozostałości po romańskim amfiteatrze zbudowany w II wieku naszej ery. Można go obejrzeć z góry lub zdecydować się na możliwość spacerowania po ruinach w cenie niedrogiego biletu (około 4 euro). Dalsza wspinaczka prowadzi nas w otoczenie wysokich budynków, między którymi znajdujemy muzea stare kościoły i opuszczone domu. Tych jest w Tarragonie bardzo dużo. Pośród wielu małych skwerów, w plątaninie uliczek w końcu natrafimy na miejsce, którego brukowane schody wiodą nas do miejskiej katedry. Zwalistej budowli o przyciągającej wzrok fasadzie – ciężkich drzwi okalanych rzeźbami świętych i wielkim, szklanym „okiem” obserwującym każdego przechodnia. Wnętrze katedry pokazuje prawdziwy spokój i ciszę. O ile miasto zmienia swoje oblicze, raz głośniejsze i bardziej kolorowe, raz spokojniejsze i jakby odpoczywający po falach turystów, o tyle świątynia pozostaje niezmienna w swoim kamiennym i wręcz przeszywającym spokoju i ciszy. Ogromne drzwi zupełnie odcinają świat zewnętrzny od niczym niezmąconego spokoju. Tam naprawdę można poczuć samego siebie i bicie własnego serca. Dalej Tarragona proponuje nam małe i urokliwe restauracyjki na skwerku przed i poniżej katedry. W okresie turystycznym rozchodzi się ze szczytów schodów unikatowy widok tłumu ludzi, którzy z przestronnego placu, nagle chcą wszyscy zmieścić się w wąską uliczkę prowadzącą do nowszego centrum miasta. W sercu miasta, na deptaku wiodącym od tarasu z widokiem na morze aż po pomnik „Castellers” – wieży z ludzi. Niesamowita rzeźba pokazująca tradycję miasta i jej mieszkańców. Tu można posłuchać jakie wskazówki przekazuje szef ekipy swoim podopiecznym. Wystarczy przystawić ucho …

  • ExpressTravel.pl

    Fruwamy, gdzie nas wiatr poniesie, skusi promocyjna cena, zachęci obiecująca oferta, albo przyciągnie szyld reklamy. Świadomie czy nieświadomie budzimy w sobie pragnienie odkrycia nowego, nieznanego. Dopóki nie zasmakujemy smaku przygody, nie będziemy wiedzieli jak to jest odkrywać „dzikie” lądy. Codzienność bywa przytłaczająca. Praca-dom, praca-dom, albo szkoła-dom. Nic innego nie oglądamy. Wszędzie biegiem, zawsze za mało czasu. I nawet gdyby doba miała 25 godzina dla nas i tak byłoby to za mało na załatwienie wszystkich spraw. Dlatego, gdy mamy kilka dni wolnego urywamy się z tej monotonii. Chcemy odpocząć, zrelaksować się, oderwać na chwilę od zwykłej rutyny i grafiku dnia. Po prostu.. tęsknimy za prawdziwą beztroską i brakiem problemów. Dużo jesteśmy w stanie zapłacić za chwilę zapomnienia. Nasza dusza odkrywcy zawsze jest pobudzona, w mniejszym lub większym stopniu. Szukamy miejsca dla siebie na świecie, tam gdzie głębia wody i szum wiatru będą koiły nasze roztrzęsione serca. Potrzebujemy takiego azylu, gdzie będziemy mogli uciec, kiedy będziemy już mieli po wyżej uszu naszego, prawie już niezależnego od nas, życia. Ciekawą opcją na podróżowanie są wycieczki typu last minute.