Wpisy oznaczone tagiem miasto



Grecka kultura

31Grecka kultura jest niezwykle barwna i kolorowa. Kto raz tam pojechał, z całą pewnością powróci do świata przepojonego radością, kultem zabawy i beztroski. Najbardziej w mentalności Greków pociąga nas, Polaków – życiowych malkontentów – to, iż nie jest to zachowanie sztuczne, przybrane na potrzeby turystyki. Choć czasami trudno nam w to uwierzyć, ale Grecy po prostu tacy już są. Nie lubią martwić się tym, co będzie jutro, za miesiąc, za rok – żyją dniem teraźniejszym. Kiedy Polak trafia do kultury krajów południowych, doznaje swoistego szoku. W pojęciu przeciętnego Kowalskiego takie zachowanie i podejście do życia jest niedopuszczalne. A co mówią na to statystki i wyniki badań społecznych? Otóż, przeciętny Grek żyje dłużej, spokojniej, statystycznie rzecz biorąc, rzadziej zapada na choroby cywilizacyjne, które nas z kolei, dręczą niczym prawdziwa plaga. Nie oznacza to bynajmniej, że mieszkańcy Grecji nie osiągają sukcesów, bo osiągają. Tak samo jak przedstawicieli innych nacji dotyczą ich spektakularne sukcesy. Posiadają jednak pewną hierarchię wartości, która chyba jest kluczem do życiowego sukcesu Greków.

Grecka uprzejmość i serdeczność jest powszechnie znana. Każdy, kto odwiedza ten kraj po raz pierwszy doznaje miłego zaskoczenia. W połączeniu z iście rajskim klimatem, znakomitym jedzeniem i otoczeniem licznych zabytków, koloryt Grecji na stałe zapisuje się w pamięci turystów. Trudno pozostać obojętnym wobec piękna Akropolu, ateńskich portów czy bajkowego wręcz połączenia krajobrazu górskiego z morskim. To królestwo oliwek sprawia, że przeciętny Polak odnosi wrażenie jakby przeniósł się do innego świata. Jednak ten idealny świat nieco burzą pewne obrazki, na które jesteśmy w Grecji narażeni. Chyba każdy, podróżując greckimi autostradami, dostrzegł całe góry śmieci walających się przy drogach. W większych miastach również nie jest pod tym względem lepiej. Co prawda nawet najmniejsze ośrodki turystyczne przedstawiają się pod tym względem idealnie, jednak trudno puścić w niepamięć te przykre obrazki. Cóż, te hałdy śmieci to wynik greckiej filozofii życia, która dla przeciętnego Polaka jest – delikatnie mówiąc – dość specyficzna. Grecy nie lubią zaprzątać sobie głowy tak przyziemnymi sprawami, co dla nas – przy pełnej tolerancji dla greckiego sposobu bycia – jest jednak niedopuszczalne.

Barcelona i Granada

12Sagrada Famili, Katedra Św. Eulali, Tibidabo, Camp Nou i architektura Gaudiego. To większość turystów zna z przewodników. A Barcelona to też wąskie i ciemne uliczki, niektóre o niezbyt miłym zapachu, przytulne kawiarenki serwujące tapasy i „Clarę” – połączenie zimnego piwa z gazowanym napojem limonowym, najlepsze orzeźwienie w gorące dni. To także luksusowe sklepy i brak miejsc do parkowania. By znaleźć swoje miejsce w tym pozornie ogromnym mieście, warto zgubić się bez mapy w starych dzielnicach Born, Gotyk i okolicach Universitat, zawsze uważając na torebki i plecaki. Barcelona niestety straszy okropnym złodziejstwem. Komunikacja po wielu jednokierunkowych ulicach jest bardzo prosta. Zarówno metrem, autobusem i tramwajem można przemieszczać się po stolicy Katalonii na jednym bilecie. Najkorzystniej przy krótkim pobycie stosować bilet dziesięcioprzejazdowy (do kupienia maszynach na stacja metra). Dla wytrwałych spacerowiczów, dobra nowina, Barcelona jest mniejsza niż wydaje się na mapie. Przejście z najdalszych miejsc w obrębie centrum (do 7 stacji od Placa Catalunuya – stacja Głowna metra) zajmie do 1,5 godziny. Spacerując po „normalnym” mieście warto zadrzeć do góry głowę i szukać architektonicznych perełek powyżej 1 piętra, na prawie każdym budynku. Tam kryją się nieopisane w przewodnikach historie tego miasta.

Na pytanie czy Granada kojarzy się tylko z twierdzą wzniesioną przez mauretańskich kalifów między XII a XV wiekiem? Powiem nie! Granada to miasto o trzech starych i paru innych nowszych, bardziej codziennych dzielnicach. Pierwsza, najwyżej położona to Sacromonte, gdzie w teatrze flamenco, można zobaczyć prawdziwie cygańskie Flamenco przy akompaniamencie gitar i śpiewu z widokiem na oświetloną Granadę i Alhambrę w tle. Zapierający dech w piersiach widok miasta, którego nikt nie spodziewa się za czarną kotarą, rozgrzewający i jednocześnie smutny w wydźwięku ton wygrywanej melodii, do której po chwili na scenę wkracza Kobieta. Pełna energii, pełna wdzięku i emocji, pełna nieprzepartej ochoty przekazania za pomocą kroków, ruchów i spojrzeń tego czego nie do końca oddaje sama muzyka. Prawie dwugodzinny spektakl, po którym ludzi powoli i w zachwycie ruszają uliczkami Sacramento w dół. Wąskie uliczki, na szerokość jednego samochodu ze złożonymi lusterkami, czasem blokują przejście nawet przechodniom. Poniżej zachęca nas do spaceru dzielnica Alabacín. Tysiące schodów, małych zakamarków, niespodziewanych skwerków i zapachów. To właśnie tu w prawie każdym barze w cenie piwa można dostać tapę – tapas, małą przekąskę, która w tym regionie Hiszpanii jest rośnie z każdym kolejnym zamówieniem. W cenie trzech cañas (o,33 l) można zjeść prawdziwą kolację. W granadzkim menu tapasów spotyka się tortillę, kanapki z owocami morza, oliwki, frytki, kawałki mięsa w różnych sosach i wiele innych, w zależności od nastroju kucharza. Trzecia dzielnica jest bardziej tłoczna i turystyczna. Można tu zobaczyć katedrę, pojedyncze stare kościały i place z pomnikami. Granada jak wiele hiszpańskich miast może pochwalić się wąskimi, brukowanymi ulicami, które nie zawsze wiemy na pewno dokąd prowadzą. Tu również warto pochodzić bez mapy i przez przypadek wpaść na wystawę drzewek bonzai w jednym z ogródków willi przy małej uliczce.

Dom Kopernika i Katedra świętojańska

22Wśród zabytków Torunia nie mogło zabraknąć domu, w którym urodził się ten, który „wstrzymał Słońce, ruszył Ziemię”. Chodzi tutaj oczywiście o Mikołaja Kopernika. Był on twórcą teorii heliocentrycznej, która sugerowała, że to nie Słońce kręci się wokół Ziemi, a Ziemia wokół Słońca. Rzecz jasna w tamtych czasach stwierdzenie takie wywołało burzę, a nawet wiele lat później inkwizycja skazała na śmierć Galileusza, który podzielał poglądy swojego poprzednika. Jednak Kopernik miał rację, a dziś jego pomniki znajdziemy na całym świecie. Jego dom mieści się na ulicy Kopernika, pod numerem 15. Nie do końca wiadomo, czy na pewno się tutaj urodził, ale jest to prawie pewne. W zasadzie nie jest to jeden dom, gdyż jest to zespól 2 gotyckich kamienic z końca XV wieku. Gruntowny remont przeprowadzono tutaj w latach 1960-1963. Między innymi podczas remontu przywrócono pierwotne wnętrze oraz zewnętrzne dekoracje na fasadzie. Kamienica ta jest typową toruńską gotycką kamienicą z tak zwanego typu hanzeatyckiego. Ciekawostką jest, że dawniej ulica Kopernika nosiła nazwę św. Anny. Dom Kopernika należy do typu kamienic zwanych spichlerzodomami. Oznacza to po prostu, że budynek taki spełniał w przeszłości funkcję zarówno domu, jak i magazynu. Obecnie w obu z kamienic mieści się oddział Muzeum Okręgowego.

Katedra, a właściwie bazylika świętego Jana Chrzciciela i świętego Jana Ewangelisty, to ceglany gotycki kościół, będący miejscem chrztu Mikołaja Kopernika. W podziemiach kościoła znajduje się serce króla Jana Olbrachta. Interesującym faktem jest, że na wieży katedry znajduje się największy w średniowiecznej Polsce dzwon – Tuba Dei, odlany w 1500 roku. Na początku istnienia miasta na miejscu obecnej bazyliki stały różne kościoły, wielokrotnie przebudowywane, jednak w XV wieku nadano budowli obecny kształt. Kościół ten robi niezwykłe wrażenie, gdyż jego nawa jest wysoka na 27,3 metrów. Prezbiterium jest sklepione metodą krzyżowo-żebrową. Budowla ta jest jedną z najwspanialszych gotyckich w okolicy. Wewnątrz znajdują się liczne zabytki, pochodzące nie tylko ze średniowiecza. Znajdziemy tam między innymi postacie patronów kościoła oraz tak zwany Tryptyk św. Wolfganga z około 1502 roku. Nad ołtarzem mieści się krucyfiks z belki z XIV wieku. Najstarszym jednak zabytkiem w kościele jest brązowa płyta nagrobna burmistrza Johanna Von Soest oraz jego żony Margarethy. W ogromnym budynku znaleźć można także rzeźby z okresu późnego gotyku – Chrystus Zmartwychwstały i św. Jan Ewangelista. Obie pochodzą z 1497 roku. Obecnie kościół jest siedzibą parafii rzymsko-katolickiej, a jej zwierzchnikiem arcybiskup.

Sewilla czy Malaga?

61Skwar, 40 stopni, nawet w cieniu strużki słonej wody spływają po czole. Tak to Sevilla w okresie letnim. Szersze ulice, gdzie słońce ma możliwość prażyć przechodniów, zostały okryte baldachimami z materiału w celu ochrony spacerowiczów. Niespotykany to widok dla polskiego podróżnika. Sevilla proponuje nam Alcázar – pałać królewski z czasów XI wieku, należący początkowo do kalifów, gdzie później rozstrzygnęły się również decyzje o wyprawach Krzysztofa Kolumba. Do pałacu studenci posiadający kartę Euro26 mogą wejść za darmo. To dobra wiadomość, bo karta ta nie zawsze jest honorowana w Hiszpanii. Alcázar oferuje nam komnaty o charakterystycznym zdobieniu ścian, wydaje się, że ręcznie rzeźbionymi szlaczkami. W czasie tej podróży czuć przepych i bogactwo, którego nie sposób uchwycić na zdjęciach. W murach zamku znajduje się też wielki ogród pełen miłych i zacienionych zakątków do odpoczynku. Do zwiedzenia zostają jeszcze piwnice zachęcające bardzo zimny i intensywnym zapachowo powietrzem. Zaraz po wyjściu z zamku możemy zwiedzić lub jedynie obejść niesamowicie wielki i bogato zdobiony rzeźbami budynek katedry. Niektóre jej elementy są odrobinę przerażające. Przebywając mieście, warto zaplanować obiad do godziny 16 lub na późny wieczór. Ze względu na temperatury i „ciężar” powietrza większość sklepów oraz restauracji zamyka się na najgorszy okres dnia, czyli między godzinami 16 a 20. W tym czasie nawet odpoczywanie na ławce w cieniu staje się nieprzyjemne. Najlepiej zostać w domu lub znaleźć jeden z niewielu klimatyzowanych barów, np. wzdłuż placu przy ulicy Alameda de Hercules, gdzie można spotkać angielskie wycieczki bawiące się z pojawiających się nagle fontann. W godzinach wczesno wieczornych warto udać się na kolację do przeróżnych restauracyjek serwujących smaczne małe potrawy. Polecam szczególnie knajpkę na zejściu uliczek Calle Sol y Calle Bustos Tavera, na trójkątnym piaszczystym polu można spróbować domowej roboty „Manzanilli” – mocnego alkoholu przygotowanego na bazie jabłek i zagryźć go np. krokietami. Jak spodobacie się szefowi to pierwszy kieliszek na próbę może być na koszt firmy. Wieczorny spacer po centralnych uliczkach Sevilli może okazać się trudny, gdyż wtedy okoliczne bary odwiedzane są przez młodzież wędrującą od jednego baru do drugiego, bawiących się na ulicy i wymieniający się historiami z ostatnich dni.

Chcesz wybrać się do znanego nadmorskiego kurortu? Omiń Malagę. Málaga niestety już od samego wyjścia z dworca głównego „PKS” zawodzi. Jeśli dociera się do miast po godzinie 19 nie ma co liczyć na znalezienie czynnej informacji turystycznej, która mogłaby poratować choćby spisem hosteli, nie mówiąc już o mapie czy jakiejkolwiek innej pomocy. Miasto najpierwszy rzut oka wcale nie wygląda na nadmorskie. Wiele tam ogromnych budynków, wysokich bloków i wielopasmowych ulic pełnych samochodów, w godzinach wieczornych stojących w korkach. Z centrum miasta nie jest blisko ani na plażę, ani też do jedynego wartego obejrzenia miejsca – katedry oraz Alcazaby ruin rzymiańskiej twierdzy. Samo miasto jest więc dużym przemysłowym miastem portowym. Plaża, już nawet nie w samym mieści, a na jego obrzeżach to drugie wielkie rozczarowanie tego miejsca. Piasek ma konsystencję i kolor wypełnienia kuwety dla kotów. Niestety ani wygrzewanie się na słońcu, na ręczniku, który na zawsze pozostanie już naznaczony malagijskim piaskiem, ani gry i zabawy na plaży nie należą do przyjemnych. Otrzepywanie się z szarego piasku z kawałkami połamanych muszki zajmuje wiele czasu. Gdzieniegdzie na plaży można spotkać zabetonowane palmy oraz poletka z trawą o ostro zakończonych i twardych źdźbłach, na których umieszczona jest tabliczka by nie deptać trawy – jedynego przyjemnego, wydawałoby się początkowo miejsca w okolicy. Tym samym, osobiście sądzę, że nie można określić tego miasta ani intrygującym zabytkowo ani zachęcającym do plażowania. Prawdopodobnie Málaga, oferuje atrakcje, choćby w postaci niezliczonej ilości dyskotek przy plaży. Mnie jednak niczym do siebie nie zachęca. Ładne jest tam tylko lotnisko, przyjemnie się z niego odlatuje.

Tagarragona za Barcelona lub Alcala za Madrytem – skorzystaj z ich nie wszystkim znanych zalet. Niewielkie miasteczko o uroku i spokoju Elbląga. Prawdopodobnie, Podobnie jak po Elblągu niewiele osób spodziewa się tak przyjemnych chwil. Małe miasteczko pod Madrytem. Znane przede wszystkim z Uniwersytetu. Prawdziwy raj dla osób pragnących dynamicznego życia w niezatłoczonym i tylko pozornie spokojnym mieście. Alcala znajduje się około pół godziny pociągiem podmiejskim od stolicy Hiszpanii. W ciągu dnia zachęca do spacerów po niewielkim centrum, czytania książek na wielu ławkach wokół małych placów. Fani pieszych wycieczek, mogą wybrać się w podróż na najbliższą górę, która wcale nie jest tak blisko jakby się wydawało. Popołudnie można spędzić pośród małych kamieniczek, zwiedzając budynku uniwersytetu z ogrodami i stawami lub przenosząc się w historię życia Cervantesa lub siadając na ławce w towarzystwie Don Kichota i Sancho Pansa. Dość leniwe w czasie dnia miasto, wieczorem okazuje się miejscem pełnym restauracyjek i barów serwujących, podobnie jak z Granadzie, tapasów do każdego zamówionego piwa. Różnorodność małych przekąsek jest ogromna, oliwki, kanapki z smażonym w panierce kalmarem, pieczone ziemniaki nadziewane papryką w różnych sosach, chleb wysmarowany specjalnym typem pomidora czy kawałki tortilli. Jeśli natomiast ma się ochotę na prawdziwą kolację. Warto zajrzeć do „Balcones de Alcala”, gdzie głównym przysmakiem jest paella, tradycyjne hiszpańskie danie- ryż w towarzystwie warzyw, mięsa, owoców morza lub wszystkich tych składników po trochu, do którego pije się sangrię – słodkie hiszpańskie wino z kawałkami owoców lub „Clarę” – zimne piwo w zmrożonym kuflu, podane z napojem limonowym. Dla spragnionych zabawy Alcala przygotowała dwie dyskoteki oraz mnóstwo innych pomniejszych barów gdzie można się dobrze bawić. Chcą dobrze zjeść trzeba wybrać bar o największej ilości śmieci na podłodze. Tradycja i zasada tutejszych „jadłodajni” mówi, że im więcej śmieci tym gościom bardziej smakowało, co wyrazili poprzez wyrzucenie resztek oraz serwetek na podłogę. Sprawdziłam. Zgadza się.

Spichlerze i zamek krzyżacki

35Spichrze na toruńskiej starówce są nieodłącznym elementem miasta i jednocześnie niesamowitym reliktem przeszłości. Świadczą one o zamożności miasta. Było ono przecież niegdyś dużym ośrodkiem handlu, głównie zbożem. Wiąże się to z położeniem miasta. Zboże w Rzeczpospolitej transportowano Wisłą do Gdańska, a stamtąd do innych miast europejskich. Miastem na drodze do Gdańska był właśnie Toruń. Zboże, którym handlowano musiało być gdzieś przechowywane, więc budowano spichrze. Kiedy rozwój handlu w Toruniu osiągnął apogeum, tj. XVII wiek, w mieście znajdowało się ponad sto spichlerzy. Do dziś zachowało się około 30. Znajdują się one głównie w nadwiślańskiej części starówki. Wśród toruńskich spichrzy spotkać można dużą różnorodność stylów. Znajdziemy zarówno te gotyckie, jak i barokowe, renesansowe, a nawet z XIX wieku. Niestety spośród 30 zachowanych budynków spichrzowych, w całości z oryginalnym wyglądem jest już tylko 10. Znajdują się one głównie na ulicach: Piekary, Podmurnej, Mostowej. Co ciekawe, jednym z najstarszych jest gotycki spichrz przy ulicy Podmurnej 1 z XIV wieku. Z kolei najładniejszym i naprawdę wartym zobaczenia jest spichrz przy ulicy Piekary 4 z XV wieku. Ma wspaniale zachowaną fasadę oraz ciekawe blendy. Spichrze w Toruniu są bardzo znane i niezwykle cenne, a więc naprawdę warto je zobaczyć.

Ruiny zamku krzyżackiego w Toruniu są najstarszym z tego typu obiektów na Ziemi Chełmińskiej. Jego budowę rozpoczęto w drugiej połowie XIII wieku. Miał on typowy układ, tj. zamek główny, przedzamcze i przedmurze. W roku 1454, podczas wyżej już wspomnianego powstania przeciwko Krzyżakom, zamek został częściowo zburzony. Zniszczenie zamku rozpoczynało Wojnę trzynastoletnią. W 1966 roku na terenie zamku przeprowadzono badania archeologiczne, polegające na odkryciu ruin oraz zabezpieczeniu znajdujących się tam zabytków. Z okazji 1000-lecia Polski i 500-lecia zawarcia II Pokoju toruńskiego przy ruinach postawiono tabliczki pamiątkowe. Krzyżacka twierdza jest dziś jednym z charakterystycznych zabytków Torunia. Podczas oglądania panoramy miasta z drugiego brzegu Wisły zauważyć można charakterystyczną wieżę na terenie zamku. Jest to wieża Gdanisko z XIV wieku. Tuż obok wieży przepływa strumień, który w dawnych czasach był przydatny młynarzowi, którego chatkę znajdziemy obok zamku. Obecnie w miejscu koła młyńskiego umieszczono niewielką elektrownię wodną. Mimo zewnętrznych zniszczeń, bardzo dobrze zachowały się podziemia zamku, w których jeszcze niedawno mieściło się Muzeum Zamku. Cała twierdza otoczona była fosą, pod która mieściła się Wola Zamkowa – osada zamieszkiwana przez służbę pracującą na zamku.

  • ExpressTravel.pl

    Fruwamy, gdzie nas wiatr poniesie, skusi promocyjna cena, zachęci obiecująca oferta, albo przyciągnie szyld reklamy. Świadomie czy nieświadomie budzimy w sobie pragnienie odkrycia nowego, nieznanego. Dopóki nie zasmakujemy smaku przygody, nie będziemy wiedzieli jak to jest odkrywać „dzikie” lądy. Codzienność bywa przytłaczająca. Praca-dom, praca-dom, albo szkoła-dom. Nic innego nie oglądamy. Wszędzie biegiem, zawsze za mało czasu. I nawet gdyby doba miała 25 godzina dla nas i tak byłoby to za mało na załatwienie wszystkich spraw. Dlatego, gdy mamy kilka dni wolnego urywamy się z tej monotonii. Chcemy odpocząć, zrelaksować się, oderwać na chwilę od zwykłej rutyny i grafiku dnia. Po prostu.. tęsknimy za prawdziwą beztroską i brakiem problemów. Dużo jesteśmy w stanie zapłacić za chwilę zapomnienia. Nasza dusza odkrywcy zawsze jest pobudzona, w mniejszym lub większym stopniu. Szukamy miejsca dla siebie na świecie, tam gdzie głębia wody i szum wiatru będą koiły nasze roztrzęsione serca. Potrzebujemy takiego azylu, gdzie będziemy mogli uciec, kiedy będziemy już mieli po wyżej uszu naszego, prawie już niezależnego od nas, życia. Ciekawą opcją na podróżowanie są wycieczki typu last minute.