Skwar, 40 stopni, nawet w cieniu strużki słonej wody spływają po czole. Tak to Sevilla w okresie letnim. Szersze ulice, gdzie słońce ma możliwość prażyć przechodniów, zostały okryte baldachimami z materiału w celu ochrony spacerowiczów. Niespotykany to widok dla polskiego podróżnika. Sevilla proponuje nam Alcázar – pałać królewski z czasów XI wieku, należący początkowo do kalifów, gdzie później rozstrzygnęły się również decyzje o wyprawach Krzysztofa Kolumba. Do pałacu studenci posiadający kartę Euro26 mogą wejść za darmo. To dobra wiadomość, bo karta ta nie zawsze jest honorowana w Hiszpanii. Alcázar oferuje nam komnaty o charakterystycznym zdobieniu ścian, wydaje się, że ręcznie rzeźbionymi szlaczkami. W czasie tej podróży czuć przepych i bogactwo, którego nie sposób uchwycić na zdjęciach. W murach zamku znajduje się też wielki ogród pełen miłych i zacienionych zakątków do odpoczynku. Do zwiedzenia zostają jeszcze piwnice zachęcające bardzo zimny i intensywnym zapachowo powietrzem. Zaraz po wyjściu z zamku możemy zwiedzić lub jedynie obejść niesamowicie wielki i bogato zdobiony rzeźbami budynek katedry. Niektóre jej elementy są odrobinę przerażające. Przebywając mieście, warto zaplanować obiad do godziny 16 lub na późny wieczór. Ze względu na temperatury i „ciężar” powietrza większość sklepów oraz restauracji zamyka się na najgorszy okres dnia, czyli między godzinami 16 a 20. W tym czasie nawet odpoczywanie na ławce w cieniu staje się nieprzyjemne. Najlepiej zostać w domu lub znaleźć jeden z niewielu klimatyzowanych barów, np. wzdłuż placu przy ulicy Alameda de Hercules, gdzie można spotkać angielskie wycieczki bawiące się z pojawiających się nagle fontann. W godzinach wczesno wieczornych warto udać się na kolację do przeróżnych restauracyjek serwujących smaczne małe potrawy. Polecam szczególnie knajpkę na zejściu uliczek Calle Sol y Calle Bustos Tavera, na trójkątnym piaszczystym polu można spróbować domowej roboty „Manzanilli” – mocnego alkoholu przygotowanego na bazie jabłek i zagryźć go np. krokietami. Jak spodobacie się szefowi to pierwszy kieliszek na próbę może być na koszt firmy. Wieczorny spacer po centralnych uliczkach Sevilli może okazać się trudny, gdyż wtedy okoliczne bary odwiedzane są przez młodzież wędrującą od jednego baru do drugiego, bawiących się na ulicy i wymieniający się historiami z ostatnich dni.
Chcesz wybrać się do znanego nadmorskiego kurortu? Omiń Malagę. Málaga niestety już od samego wyjścia z dworca głównego „PKS” zawodzi. Jeśli dociera się do miast po godzinie 19 nie ma co liczyć na znalezienie czynnej informacji turystycznej, która mogłaby poratować choćby spisem hosteli, nie mówiąc już o mapie czy jakiejkolwiek innej pomocy. Miasto najpierwszy rzut oka wcale nie wygląda na nadmorskie. Wiele tam ogromnych budynków, wysokich bloków i wielopasmowych ulic pełnych samochodów, w godzinach wieczornych stojących w korkach. Z centrum miasta nie jest blisko ani na plażę, ani też do jedynego wartego obejrzenia miejsca – katedry oraz Alcazaby ruin rzymiańskiej twierdzy. Samo miasto jest więc dużym przemysłowym miastem portowym. Plaża, już nawet nie w samym mieści, a na jego obrzeżach to drugie wielkie rozczarowanie tego miejsca. Piasek ma konsystencję i kolor wypełnienia kuwety dla kotów. Niestety ani wygrzewanie się na słońcu, na ręczniku, który na zawsze pozostanie już naznaczony malagijskim piaskiem, ani gry i zabawy na plaży nie należą do przyjemnych. Otrzepywanie się z szarego piasku z kawałkami połamanych muszki zajmuje wiele czasu. Gdzieniegdzie na plaży można spotkać zabetonowane palmy oraz poletka z trawą o ostro zakończonych i twardych źdźbłach, na których umieszczona jest tabliczka by nie deptać trawy – jedynego przyjemnego, wydawałoby się początkowo miejsca w okolicy. Tym samym, osobiście sądzę, że nie można określić tego miasta ani intrygującym zabytkowo ani zachęcającym do plażowania. Prawdopodobnie Málaga, oferuje atrakcje, choćby w postaci niezliczonej ilości dyskotek przy plaży. Mnie jednak niczym do siebie nie zachęca. Ładne jest tam tylko lotnisko, przyjemnie się z niego odlatuje.
Tagarragona za Barcelona lub Alcala za Madrytem – skorzystaj z ich nie wszystkim znanych zalet. Niewielkie miasteczko o uroku i spokoju Elbląga. Prawdopodobnie, Podobnie jak po Elblągu niewiele osób spodziewa się tak przyjemnych chwil. Małe miasteczko pod Madrytem. Znane przede wszystkim z Uniwersytetu. Prawdziwy raj dla osób pragnących dynamicznego życia w niezatłoczonym i tylko pozornie spokojnym mieście. Alcala znajduje się około pół godziny pociągiem podmiejskim od stolicy Hiszpanii. W ciągu dnia zachęca do spacerów po niewielkim centrum, czytania książek na wielu ławkach wokół małych placów. Fani pieszych wycieczek, mogą wybrać się w podróż na najbliższą górę, która wcale nie jest tak blisko jakby się wydawało. Popołudnie można spędzić pośród małych kamieniczek, zwiedzając budynku uniwersytetu z ogrodami i stawami lub przenosząc się w historię życia Cervantesa lub siadając na ławce w towarzystwie Don Kichota i Sancho Pansa. Dość leniwe w czasie dnia miasto, wieczorem okazuje się miejscem pełnym restauracyjek i barów serwujących, podobnie jak z Granadzie, tapasów do każdego zamówionego piwa. Różnorodność małych przekąsek jest ogromna, oliwki, kanapki z smażonym w panierce kalmarem, pieczone ziemniaki nadziewane papryką w różnych sosach, chleb wysmarowany specjalnym typem pomidora czy kawałki tortilli. Jeśli natomiast ma się ochotę na prawdziwą kolację. Warto zajrzeć do „Balcones de Alcala”, gdzie głównym przysmakiem jest paella, tradycyjne hiszpańskie danie- ryż w towarzystwie warzyw, mięsa, owoców morza lub wszystkich tych składników po trochu, do którego pije się sangrię – słodkie hiszpańskie wino z kawałkami owoców lub „Clarę” – zimne piwo w zmrożonym kuflu, podane z napojem limonowym. Dla spragnionych zabawy Alcala przygotowała dwie dyskoteki oraz mnóstwo innych pomniejszych barów gdzie można się dobrze bawić. Chcą dobrze zjeść trzeba wybrać bar o największej ilości śmieci na podłodze. Tradycja i zasada tutejszych „jadłodajni” mówi, że im więcej śmieci tym gościom bardziej smakowało, co wyrazili poprzez wyrzucenie resztek oraz serwetek na podłogę. Sprawdziłam. Zgadza się.