Co powinniśmy wiedzieć przed wyjazdem do Grecji?
Grecja to kraj, który – w odróżnieniu od Polski – z dumą odnosi się do swojej tradycji i przeszłości. Lekcje historii nie są dla greckich dzieci najnudniejszą lekcją w szkole. Podczas rodzinnych uroczystości normalnym punktem imprezy są narodowe tańce. Nawet nie warto przyrównywać tego stanu rzeczy do naszej rzeczywistości. Trzeba zatem przyznać, że Grecy z dumą i radością kultywują dziedzictwo swoich przodków. W zadziwiający sposób przeszłość splata się tam z nowoczesnością. Tak jak ich starożytni przodkowie, współcześni Grecy wierzą przede wszystkim w człowieka, najbardziej ze wszystkiego cenią sobie rodzinę i przyjaciół. Spotkania towarzyskie Greków nie opierają się na wystawnych daniach i pięknych nakryciach, ale na rozmowie, wspólnym śpiewaniu i zabawie. Dla postronnego obserwatora z Polski zachowanie Greków podczas towarzyskiego spotkania sprawia wrażenie dalekiego od kulturalnych norm. Grecy posiadają nieskrępowaną swobodę w wyrażaniu myśli i emocji, którą my już dawno zatraciliśmy. Cóż, jedno jest pewne – wiele moglibyśmy się od Greków nauczyć, tylko jesteśmy gotowi na taką rewolucję obyczajową?
Ateny – stolica Grecji i kolebka europejskiej cywilizacji zachwycają i zadziwiają jednocześnie. Z jednej strony to miasto tolerancyjne i kulturalne, z drugiej przerażające. Choć nie ma charakteru typowo europejskiego molochu, sprawia wrażenie, że ostatnią rzeczą na jaką miałoby się tam chęć, to zagubienie się w jakiejś zapomnianej przez wszystkich uliczce. Rzesze odwiedzających to miasto turystów często pytają o ustawione na peryferiach miasta, prowizoryczne baraki, o całe gromady bezpańskich zwierząt. Ateny – te piękne, z dumną przeszłością, kolorowe niczym wyjęte z oferty biura turystycznego mają też inne oblicze, które mieszkańcy i przewodnicy turystyczni celowo nieco bagatelizują. Uwaga każdego przybysza na pewno skieruje się w stronę Akropolu, gdzie można niemal poczuć na plecach subtelny oddech historii i poczuć się u stóp Partenonu niczym drobny pył w przepotężnym odmęcie dziejów. Fascynujące, ile pozostało po ludziach, których możliwości były aż nazbyt ograniczone. Ciekawe czy po nas pozostanie drugi Akropol czy może sterta plastikowych butelek?
Grecja to łakomy kąsek dla każdego, kto lubi połączyć przyjemne z pożytecznym. Można tam bowiem zaznać zarówno błogiego lenistwa, jak również uzupełnić wiedzę, nabytą w szkolnej ławie, o praktyczne lekcje, na żywo przekonując się na przykład jak wygląda Akropol czy Delfy. Nawet najwięksi przeciwnicy tak nudnej w szkole historii, po powrocie z Grecji zapewne wrócą do zapomnianych już podręczników. Ta żywa lekcja historii jest wspaniałą przygodą. Nawet dla laików w tej dziedzinie wizyta w Mykenach, Tebach czy Atenach będzie fascynującym doznaniem. Są to miejsca, w których czuć tchnienie historii – nie tej z książek i podręczników, ale tej, stworzonej przez ludzi, którzy tam kiedyś żyli, doznawali trosk i radości, mieli swoje wierzenia, obawy i przesądy. To ludzie, którzy dysponując prymitywnymi narzędziami, potrafili dokonać zadziwiająco dużo. Tylko ten, kto na własne oczy ujrzał potęgę świątyni Ateny na Akropolu lub domniemany grób Agamemnona, potrafi docenić wielkość starożytnych Greków. Na bazie ich dokonań powstała współczesna cywilizacja europejska. Czy aby na pewno nie marnujemy potencjału przekazanego przez przodków?
Grecka kultura jest niezwykle barwna i kolorowa. Kto raz tam pojechał, z całą pewnością powróci do świata przepojonego radością, kultem zabawy i beztroski. Najbardziej w mentalności Greków pociąga nas, Polaków – życiowych malkontentów – to, iż nie jest to zachowanie sztuczne, przybrane na potrzeby turystyki. Choć czasami trudno nam w to uwierzyć, ale Grecy po prostu tacy już są. Nie lubią martwić się tym, co będzie jutro, za miesiąc, za rok – żyją dniem teraźniejszym. Kiedy Polak trafia do kultury krajów południowych, doznaje swoistego szoku. W pojęciu przeciętnego Kowalskiego takie zachowanie i podejście do życia jest niedopuszczalne. A co mówią na to statystki i wyniki badań społecznych? Otóż, przeciętny Grek żyje dłużej, spokojniej, statystycznie rzecz biorąc, rzadziej zapada na choroby cywilizacyjne, które nas z kolei, dręczą niczym prawdziwa plaga. Nie oznacza to bynajmniej, że mieszkańcy Grecji nie osiągają sukcesów, bo osiągają. Tak samo jak przedstawicieli innych nacji dotyczą ich spektakularne sukcesy. Posiadają jednak pewną hierarchię wartości, która chyba jest kluczem do życiowego sukcesu Greków.
Sagrada Famili, Katedra Św. Eulali, Tibidabo, Camp Nou i architektura Gaudiego. To większość turystów zna z przewodników. A Barcelona to też wąskie i ciemne uliczki, niektóre o niezbyt miłym zapachu, przytulne kawiarenki serwujące tapasy i „Clarę” – połączenie zimnego piwa z gazowanym napojem limonowym, najlepsze orzeźwienie w gorące dni. To także luksusowe sklepy i brak miejsc do parkowania. By znaleźć swoje miejsce w tym pozornie ogromnym mieście, warto zgubić się bez mapy w starych dzielnicach Born, Gotyk i okolicach Universitat, zawsze uważając na torebki i plecaki. Barcelona niestety straszy okropnym złodziejstwem. Komunikacja po wielu jednokierunkowych ulicach jest bardzo prosta. Zarówno metrem, autobusem i tramwajem można przemieszczać się po stolicy Katalonii na jednym bilecie. Najkorzystniej przy krótkim pobycie stosować bilet dziesięcioprzejazdowy (do kupienia maszynach na stacja metra). Dla wytrwałych spacerowiczów, dobra nowina, Barcelona jest mniejsza niż wydaje się na mapie. Przejście z najdalszych miejsc w obrębie centrum (do 7 stacji od Placa Catalunuya – stacja Głowna metra) zajmie do 1,5 godziny. Spacerując po „normalnym” mieście warto zadrzeć do góry głowę i szukać architektonicznych perełek powyżej 1 piętra, na prawie każdym budynku. Tam kryją się nieopisane w przewodnikach historie tego miasta.
„Cudze chwalicie, swojego nie znacie” powiedział ktoś kiedyś mądrze. Jeździmy po Europie, Azji, Afryce, Amerykach, Australii.. a tak naprawdę nie wiemy, jakie piękno kryje się tuż obok nas, na wyciągnięcie ręki. Być może dla niektórych to mniej prestiżowe ruszyć w czasie urlopu w Polskę. Bo to nasz kraj, co tu można oglądać ciekawego. A pewnie nie jedna osoba by się zdziwiła, i puknęła się w głowę, dlaczego była tak niemądra i nie zaczęła eksplorować wcześniej tak pięknych miejsc. Opcji jest bardzo, bardzo dużo. Wystarczy wejść na jakąś stronę internetową danego regionu i już możemy dowiedzieć się, co tubylcy mają na co dzień, a co my moglibyśmy zobaczyć i podziwiać. To proste. Polska, to przecież piękny kraj, bo nasz. Trochę patriotyzmu nam nie zaszkodzi. Żeby poznać obczyznę, poznajmy swoje. Korzyści z takich wycieczek? Na pewno mniejsze koszty, mniej komplikacji i przede wszystkim ten widok zaskoczonych znajomych na wieść o tym, że prawie pod naszym nosem są takie dziwy, których nie znajdziemy nigdzie indziej, a od samego słuchania serce rozpływa się w błogości…
Niewątpliwie każdy przyzna mi rację co do tej kwestii, iż Estonia jest zdecydowanie dość blisko nas leżącym krajem. Jest tam również co zwiedzać, co automatycznie powoduje, iż warto się tam po prostu wybrać na wakacje. Estonia leży na wschodzie europy. Hymn Estonii nosi tytuł Mu Isamaa. Językiem urzędowym w Estonii jest naturalnie język estoński. Jednakże językami używanymi na co dzień w tym właśnie kraju są języki estoński oraz dodatkowo jeszcze rosyjski. Niewątpliwie Estonia ma bardzo dużo wspólnego z Rosją. W końcu jest to była radziecka republika. Zatem musi mieć bardzo silne powiązania z Moskwą. Nie może tak naprawdę być w ogóle inaczej. Ustrojem politycznym obowiązującym w Estonii jest republika parlamentarna. Stolicą jest oczywiście wspaniały Tallin, do którego po prostu absolutnie trzeba się wybrać. Nie ma innej możliwości. Głową państwa w Estonii jest naturalnie prezydent. W chwili obecnej jego funkcję pełni Toomas Hendrik Ilves. Natomiast szefem rządu jest premier, czyli obecnie Andrus Ansip. Pod względem powierzchni całkowitej Estonia znajduje się dokładnie na miejscu sto dwudziestym dziewiątym na świecie z liczbą czterdziestu pięciu tysięcy dwustu dwudziestu sześciu kilometrów kwadratowych. Pod względem liczby ludności jest jednak już znacznie gorzej. W Estonii bowiem mieszka zaledwie jeden milion trzysta siedem tysięcy sześciuset mieszkańców. Daje im to dopiero sto czterdzieste dziewiąte miejsce co z całą pewnością nie jest jakoś szczególnie dużym osiągnięciem. Estonia odzyskała niepodległość dokładnie dnia dwudziestego sierpnia tysiąc dziewięćset dziewięćdziesiątego pierwszego roku. Do Unii Europejskiej państwo to wstąpiło dokładnie dnia pierwszego maja dwa tysiące czwartego roku, czyli dokładnie wtedy, kiedy Polska. Niewątpliwie Estonia jest państwem, które warto odwiedzić. Myślę, iż każdy tak naprawdę się ze mną co do tej kwestii zgodzi. A już na pewno wartym odwiedzenia miastem jest Tallin. Jest to absolutnie piękna stolica, którą trzeba zobaczyć. Jest tam wiele różnego rodzaju bardzo interesujących zabytków.